Prawdopodobnie wypróbowałam już wszystkie sposoby, które miały mi pomóc w podjęciu Arcyważnej Nie Cierpiącej Zwłoki Decyzji. Zdaje się, że żaden jednak nie jest skuteczny.
Systemy opierające się na logice i liczbach są prawie tak samo efektywne jak metoda „gapię się na chmury i czekam na oświecenie” . Równie dobrze można byłoby oczywiście patrzeć się na kurz spowijający lampę. Ale byłoby to mniej inspiruje i niepotrzebnie drażniłoby zmysł estetyki. Albo obnażyłoby jego degenerację. Zresztą, nie ma to najmniejszego znaczenia. Objawienia nie ma. Nie będzie. A już absolutnie jest pewne to, że nigdy nie było.
Arcyważna Niecierpiąca Zwłoki Decyzja, na co już wskazuje nazwa, jest raczej pilna. Może nawet absolutnie priorytetowa. Przekroczyłam już indywidualnie wyznaczony deadline. Osobiście ustalane ograniczenia czasowe mają jednak swoją dobrą stronę : można zawsze je zmienić. Abstrahując od minusów takiego występku– to całkiem wygodne.
Wracając już do metodyki dokonywania wyborów: wiadome jest, że kartka papieru z wypisanymi plusami i minusami jest niezbyt analityczna. Liczba zmiennych branych pod uwagę jest zbyt mała, waga poszczególnych aspektów nie jest wystarczająco uwzględniona i co najgorsze wyniki mogą być w łatwy sposób unieważniony ponieważ emocje są w stanie wziąć górą.
Na pomoc szykowały się liczby. Dużo liczby. Zapełniły one szczelnie wiersze i kolumny. I nic. Doszłam jedynie ponownie do wniosku, że mój (rozumiany w potocznym znaczeniu) humanizm nie może obyć się bez liczenia. Wyniki matematycznych działań przecież nie kłamią. Prostota tego sposobu rozwiązania problemu mnie oczarowała, więc nieprzerwanie bawię się w małego matematyka. A Arcyważna Niecierpiąca Zwłoki Decyzja nadal nie została podjęta.
Jej istota gubi się w kolorowych oznaczeniach, podkreśleniach i przekreśleniach
Niedługo sama się w nich zgubię. I na studia nie trafię.
Jej istota gubi się w kolorowych oznaczeniach, podkreśleniach i przekreśleniach
Niedługo sama się w nich zgubię. I na studia nie trafię.
UJ? UAM? WUM? UŁ? UŚ?
A przecież to nie jest tak, że jestem niezdecydowana albo, co gorsza, że nie wiem, co chciałabym w życiu robić. Bo przecież jestem i z setek możliwości wybrałam już osiemnaście i wiem - tylko nie jestem pewna, która perspektywa najbardziej mnie pociąga.
A może jednak…?
*Correatown - Everything, All At Once
Współczuję... Ja nie miałam takiego problemu z wyborem uczelni, chciałam iść najpierw koniecznie na UMK, potem zmieniłam zdanie, że na UG i tylko opcjonalnie doszedł mi UWM w Olsztynie. Czyli składam tam papiery i jak się dostanę na UG to po problemie, a jak nie to dopiero wtedy będę myśleć dalej ;d
OdpowiedzUsuńJa jestem najbardziej przekonana do kierunków na UAMie, ale moja rodzicielka narzeka, że za daleko i przede wszystkim - że kiepski dojazd, brak bezpośredniego połączenia kolejowego. Więc muszę kombinować. A kombinowanie to jest to, co zawsze mi świetnie wychodzi.
OdpowiedzUsuńA brak decyzji to wina faktu, iż UJ zmienił warunki rekrutacji na wypatrzonym przeze mnie wcześniej kierunku - kognitywistyce. Teraz nie mam tam najmniejszych szans się dostać. Nie z tymi przedmiotami, które zdawałam na maturze.
Nad UG też myślałam bo lubię Trójmiasto. Ostatecznie jednak doszłam do wniosku, że na innych uczelniach warunki rekrutacji są dla mnie korzystniejsze.
Ja do Gdańska też nie mam zbyt dobrego połączenia. Pociąg to tylko z przesiadką, albo trzeba dojechać do miejscowości obok. Na szczęście jest PKS, ale pewnie za często to on nie kursuje. Pocieszam się tym, że w nagłych przypadkach jest autostrada i zawsze ktoś mnie szybko do Gdańska podrzuci lub z Gdańska odbierze.
OdpowiedzUsuńNa UAM lub dalej się nie kieruję, bo mnie matka nie puści - za daleko, No i mi by było głupio, bo wiadomo - im dalej tym koszty utrzymania rosną (droższe miasta, droższe dojazdy)
Też bym nie chciała zbytnio nadwyrężać domowego budżetu... ale skoro męczyłam się tyle czasu, zdawałam aż 4 przedmioty na rozszerzeniu i gdybym jakimś cudem dostała się którąś uczelnię z czołówek rankingów - to szkoda byłoby zmarnować taką szansę.
OdpowiedzUsuńWiem przez co przechodzisz. Jeszcze wczoraj rozmawiałem z wychowawcą, który jednoznacznie stwierdził, że mam przesrane :P
OdpowiedzUsuńO.o 4 przedmioty na rozszerzeniu? Ja pierdziuu... Podziwiam :)
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuńEnsis:
przesrane, czemu?
Io:
Sama nie wierzę, że na coś takiego się rzuciłam. Chociaż mam skłonność do porywania się na to, co trudne - tylko dlatego, że jest to wyzwaniem.
Ze względu na zainteresowania humanistyczne.
OdpowiedzUsuńTo pochwal się, co na rozszerzeniu pisałaś. :) Ja się nie porywałam na 3 rozszerzenia, chociaż żałowałam, że jednak polskiego lub geografii nie wzięłam. Ale stwierdziłam, że po co mi dodatkowe 3 godziny lekcyjne w tygodniu więcej i po co się męczyć nad tą nauką aż tyle? :D Czyli lenistwo górą ;d
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuńEnsis: Niestety, mam ten sam problem. Albo raczej mam problem z tym, że przez tyle lat edukacji trafiłam tylko na kilku nauczycieli, którzy przedmiotów ścisłych potrafili nauczać.
Io:
Polski (bo w sumie nie trzeba się dodatkowo uczyć), angielski (bo w końcu do klasy o profilu filologiczny chodziłam), historia (bo trzeba było coś konkretnego zdawać)i WOS (bo przy przy tym wszystkim nie robił wielkiej różnicy ^^)
Ja w sumie żałuję, że polskiego nie wzięłam rozszerzonego.. Języka obcego nigdy bym nie rozszerzyła. Ledwo po niemiecku mówię na tyle, by mnie ktokolwiek zrozumiał w prostych sprawach, a co tu mówić o rozszerzonych rzeczach i o jeszcze większym zasobie słów - w życiu bym tego nie ogarnęła :)
OdpowiedzUsuńJa osobiście polecam rzut monetą jakkolwiek idiotycznie to brzmi. Jeśli po takim rzucie wypadnie orzeł to masz dwie możliwości :
OdpowiedzUsuńa) cieszysz się, że to na niego padło i wtedy sprawa jest jasna
b) wcale się nie cieszysz i żałujesz, że nie wypadła reszka i wtedy sprawa też jest jasna - wymierasz opcję którą oznaczyłaś reszką.
Decyzja ślepego losu bardzo ujawnia wewnętrzne uczucia i mnie jak na razie ta metoda ani razu nie zawiodła. Tak więc polecam gorąco i z całego serca życzę powodzenia! :)
I miło mi widzieć, że nie tylko ja byłam nadpobudliwa, jeśli idzie o zdawanie matury. Ja trzy lata temu zdawałam 5 przedmiotów, z czego 4 na rozszerzeniu. ( Nie umiałam się zdecydować na jakie studia iść, a do każdego kierunku potrzebowałam inny zestaw przedmiotów :P )
Wybór szkoły jest zawsze bardzo trudny. Sama niedługo będę w takiej sytuacji, bo za rok pójdę do liceum, a nawet nie wiem na co chcę pójść...
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuńIo:
Niemieckiego chyba w życiu nie opanuję. Najwięcej umiałam po trzech latach nauki w podstawówce. Potem się już tylko cofałam.
Iro:
Tak, metoda z monetą jest niezła, bo uświadamiamy sobie, co chcielibyśmy aby wypadło :)
Sophisticated:
Wybór liceum jest dość ważny. Warto się zastanowić, co kiedyś chcielibyśmy zdawać na maturze... przy czym przez 3 lata nauki w liceum może i tak się wiele w międzyczasie zmienić