Nie wiem, gdzie podziewa się mój zdrowy rozsądek. Doprawdy - nie mam pojęcia. Chyba korzysta z długich wakacji. Nigdy bym nie przypuszczała, że potrafię znaleźć się w takiej sytuacji. W bardzo toksycznym związku.
Relacja kosztuje mnie sporo. Słuchawki komputerowych brata, moje słuchawki, moje głośniki, słuchawki od telefonu brata, moją klawiaturę. A w sumie to tylko wydatki związane z destrukcyjną stroną tego uczucia. Trzeba doliczyć jeszcze wysokie opłaty za utrzymanie go w dobrej kondycji.
Na imię ma Bob (zgadnijcie dlaczego).
Oryctolagus cuniculus f. domestica. Królik. Domowy –lub jak twierdzą niektórzy – “pasztetowy”(a wspominałam, że mieszkam w bloku?)
Historia całej sytuacji w gruncie rzeczy jest tragiczna. Moja babcia mieszkająca na wsi trzymała te zwierzęta. Króliczyca urodziła ósemkę młodych. Tylko trójka z nich przeżyła. I trafiła do mnie.
(
W zasadzie to tu zaczyna się robić jeszcze dramatyczniej. Przynajmniej dla mnie.
Weterynarz, do którego chodziłam z maluchami ostrzegał mnie, że praktycznie niewykonalne jest odchowanie tak małych królicząt (miały mniej niż 2 tygodnie) bez matki. Miał rację. Było trudno. Z całego miotu przeżył tylko jeden - Bob.
A wszystko zaczęło się na tydzień przed maturami. Pojawienie się trzech kuleczek, mniejszych niż moje dłonie, całkowicie sabotowało moje finalne przygotowania do egzaminów. Non stop na nie patrzyłam. Ryczałam przez cały dzień, gdy odszedł pierwszy z moich podopiecznych. Umierałam ze strachu całą dobę czy wszystko jest w porządku z pozostałymi. Szlochałam, gdy na moich dłoniach umierał kolejny. Byłam bezradna, jak małe dziecko. Absolutnie bezbronna na całe zło tego świata. Było mi wszystko jedno czy maturę mam pojutrze, za miesiąc czy może za rok. Kładłam się spać z Bobem przy sobie na łóżku. Poprawka: on spał, ja patrzyłam czy oddycha.
Oddycha nadal
Gdy po jakimś czasie odwiedziłam weterynarza z królikiem na rękach wyglądał na zaskoczonego.
Ja też jestem zaskoczona. Jednak się udało.
I dlatego przegryzione kable nie doprowadzają mnie do szału.
Dla ciekawych i żądnych wzruszeń: zdjęciowe archiwum dostępne po prawo.
*Anna Nalick - Breathe (2 AM)
Gratuluję zatem i podziwiam za cierpliwość.
OdpowiedzUsuńGratuluję i zazdroszczę królika :) Też kiedyś miałam królika miniaturkę, który się rozrósł niesamowicie. Zmarł nagle, wcześniej nie chorował ani nic. Przepłakałam cały dzień. Nikt nie był w stanie mnie uspokoić. :)
OdpowiedzUsuńA Bob jest prześliczny :)
OdpowiedzUsuńEnsis:
Dziękuję. Cierpliwość jest konieczna. Szczególnie o 4 rano, gdy królik pcha mi się na łóżko i muszę go tysiąc razy zsadzać na ziemię. Zwykle i tak w końcu kapituluję
Io:
Bo generalnie królik są chorowite. A miniaturki to podobno już w ogóle...
Możliwe. Ale i tak są bardzo kochane i mięciutkie :) Ja już kilka zwierząt u siebie w domu miałam i stwierdzam, że chyba królik był z nich najlepszy. Nie licząc kota i psa ;d
OdpowiedzUsuńŚliczny jest, zwłaszcza jak miał 2 tygodnie :) Taka cudowna, bezbronna kuleczka :]
OdpowiedzUsuńZ taką ilością miłości i poświęcenia nie mogło być inaczej, musiał wyzdrowieć ;)
OdpowiedzUsuńIo: ja mam dużą skalę porównawczą - mam w domu jeszcze psa, kota, dwie papugi nimfy, 3 akwaria rybek (w tym jedno brata - ma 400 l).
Króliki są urocze: ale szkodzą i bałaganią na potęgę. Szczególnie, że nie mam serca zamknąć Boba w klatce. Co prawda nauczył się korzystać z kuwety, ale różnie to bywa ;)
Holly:
Nie wiem czy to można nazwać poświęceniem: po prostu jego życie jest cenniejsze niż mój święty spokój i wygoda.
Jak podrośnie to pewnie przestanie tak szkodzić ;d Jenyy.. też bym chciała mieć tyle zwierzątek na raz. NIestety, warunki mieszkalne nie pozwalają. Mam tylko żółwia wodnego, kota i psa ;d Na akwarium rybek już nie ma miejsca. Tak samo na jakiegokolwiek królika, chomika czy świnkę morską. Zresztą teraz i tak nie mogę obarczać rodziców obowiązkiem opieki nad kolejnym zwierzakiem podczas mojej nieobecności w domu od października :)
OdpowiedzUsuńWażne, że przeżył i teraz masz nowego przyjaciela ;)
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuńIo: U mnie warunków też za bardzo nie ma ;) 5 osób i tyle zwierząt na 53m kwadratowych to już tłok.
Holly:
Przyjacielem jest niezłym. Jest największym przylepą ze wszystkim zwierząt w domu
O, to tak jak ja :P Czasem mam taki dzień, że mogłabym się nie odklejać ^^
OdpowiedzUsuń