26 września 2011

It's the end of the world as we know it*

Muszę przyznać, że nie nadążam. Nie nadążam ze zdawaniem relacji telefonicznej rodzicom. Tym bardziej nie nadążę pisać.

Jest dość schizofrenicznie.

Przeprowadzka była dość słona, o smaku łez.
Pierwszej nocy byłam absolutnie sama (nie licząc Boba) w wynajmowanym mieszkaniu w całkowicie obcym mieście. Teraz jest trochę lepiej.
Z współlokatorką (koleżanka z roku) poznajemy miasto, razem borykamy się z komicznymi dylematami, odpieramy nocne zaloty na przystankach... ja dodatkowo kupuję krokusy na Krakowskim Przedmieściu (bo to takie piękne o tej porze roku).
Potem zaś nie mogę zapanować nad łamiącym się głosem, gdy rozmawiam z moim siedmioletnim braciszkiem. Bo zawsze byłam przy Nim, jest oczkiem w głowie całej rodziny. A teraz jest 200 km dalej. I nie widziałam Kacpra już całe 4 dni. To dość ciężkie.

To tylko taka relacja na szybko. Będę nadrabiać zaległości.
Jutro o 8 pierwsze zajęcia. W międzyczasie muszę się wybrać do dziekanatu załatwić zmianę grupy. Nie wiem, chyba wezmę coś na uspokojenie na wszelki wypadek

13 komentarzy:

  1. No mnie ten szok czeka jutro. W domu tyle ludzi, a tam nikogo, aż do czwartku. Aż się boję. Żeby choć w piątek nam neta podłączyli...

    Powodzenia w każdym razie :) Jakoś damy radę :P

    OdpowiedzUsuń

  2. Ensis:
    Oj, przyda się to powodzenia. Bo codziennie jakieś mamy atrakcje. Dziś moje współlokatorki nie poszły na zajęcia/do szkoły - bo ni cholery nie dało się otworzyć drzwi od środka (zamek na który ja zamknęłam od zewnątrz od środka jest nie do ruszenia)

    Ja pierwszego dnia miałam kablówkę i DVD :D Przydatna rzecz.I gadałam do królika.

    OdpowiedzUsuń
  3. Deprim polecam, bardzo dobrze się sprawdza w sytuacjach podbramkowych. Też mam młodsze rodzeństwo. Jak nie widziałyśmy się przez trzy tygodnie to uwierz mi, że prawie jej nie poznałam (tak "wyrosła"). Przyzwyczaisz się, to jest cecha każdego człowieka - przyzwyczajenie. Będzie dobrze, no nie? Musi być :D

    OdpowiedzUsuń
  4. królika wytulaj i się humor poprawi. nie ma jak futrzany lek na smutne serducho..
    p.s. słyszałaś, że R.E.M skończyło karierę? ;c

    OdpowiedzUsuń

  5. Jakby Ja:
    To bym musiała teraz non stop łykać :)
    Musi być dobrze, choć codziennie jest gorzej jak na razie ^^
    Kacper może przyjedzie z rodzicami.

    Meg:
    Mój się nie daje wyturlać ;) Za duży jest. Ale pocieszny. Chyba, że kładę się o 2, muszę wstać po 6 - a on o 4 nawala w "klatkę", bo się stęsknił. No, i muszę go wyjąć, przytulić - by nie budził współlokatorek.
    Co do R.E.M - to słyszałam. Szkoda bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tylko kompa :P Ściągnąłem sobie pierwszy sezon Czasu Honoru, to może jakoś przeżyję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja zaczynam zajęcia dopiero 3 października. Przeprowadzka czeka mnie w niedzielę, sama się zastanawiam jak to będzie... [ruda-papla.blog.onet.pl]

    OdpowiedzUsuń

  8. Ensis:
    Ano, pewnie. Choć ja tam wolę oglądać na większym ekranie :D

    Ruda:
    Na początku jest taki kocioł... że wstajesz rano i zaraz jest 2 w nocy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Najgorsze są początki, ale na pewno dasz radę :)) Tęsknota ogromna i dobijająca, ale zacznie się nauka, to i czasu na myślenie będzie mniej :] Powodzenia! :*

    OdpowiedzUsuń

  10. Holly:
    Oj, potem właśnie będzie czas. Teraz to jest tak zwariowane wszystko, że ledwo wstaniesz i zaraz znowu jest wieczór..

    OdpowiedzUsuń
  11. Jesteś pewna, że będzie czas kiedy przyjdzie się uczyć? ;>

    OdpowiedzUsuń
  12. dasz radę;) dobrze że masz jakąś koleżankę bo tak samej to smutno;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Znam ten ból, też mi było na początku ciżko. Na szczęście Olsztyn to nie Warszawa, jest o wiele mniejsze. Właściwie to troszkę większa wersja mojego miasta.
    Też nie mam czasu na pisanie. Jedynie trochę nabazgram w pamiętniku :)

    OdpowiedzUsuń