Zawsze w myślach szeptem proszę by te momenty nie nadchodziły.
Chwila, gdy musisz wstać z łóżka w swoim domu ze świadomością,
że to ostatni taki poranek w najbliższym czasie.
Chwila, gdy wysiadasz z pociągu,
który przez ostatnie trzy godziny był ostatnią ostoją przed nadchodzącymi dniami.
Ostoją z rytmicznego szumu jazdy i swobodnej rozmowy
z bliskim znajomym.
Nienawidzę wyjeżdżać z Warszawy do domu. Nie potrafię potem wrócić.
Chwila, gdy musisz wstać z łóżka w swoim domu ze świadomością,
że to ostatni taki poranek w najbliższym czasie.
Chwila, gdy wysiadasz z pociągu,
który przez ostatnie trzy godziny był ostatnią ostoją przed nadchodzącymi dniami.
Ostoją z rytmicznego szumu jazdy i swobodnej rozmowy
z bliskim znajomym.
Nienawidzę wyjeżdżać z Warszawy do domu. Nie potrafię potem wrócić.
Do swej samodzielności, samotności, wytrwałości, odwagi, pewności, iż dam radę.
I cholernie żałuję, że dałam się nakłonić mamie i zostawiłam królika z nimi.
Bo to krótki okres czasu do kolejnego długiego weekendu,
bo nie warto go męczyć podróżą...
Szkoda tylko, że teraz nie mam do kogo się przytulić.
I w kogo wypłakać.
Uwierzcie, że uszaty jest lepszy niż blog.
często mam wrażenie, że rodzina i dom przeszkadzają czasem w samodzielności, bo właśnie nie chce się tracić tego poczucia bezpieczeństwa. ludzie, których kochasz, więc nawet samotność inaczej smakuje, kąty, które znasz i ulice, którymi idziesz 'na wyczucie', bo nie musisz już patrzeć przed siebie, wiesz, gdzie zmierzasz.
OdpowiedzUsuńdlatego chyba ludzie, którzy uciekają/są wyrzuceni z domu albo mieli nieciekawe relacje z rodzicami, często osiągają dużo więcej. nie ciągnie ich wstecz, nie mają nic do stracenia, więc prą na przód. czytając opowieści ludzi znanych, przyszła mi kiedyś taka myśl.
Miałam tak na początku. Teraz już nie tęsknię, tylko rzeczy nie te i najbardziej boli to, że właściwie to już nigdzie nie umiem się odnaleźć. Dom już nie jest dawnym domem, a stancja to w ogóle nie wiadomo co :)
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuńMeg:
Coś w tym jest.
Na pewno osoby, które nie mają kontaktu zbytnio z rodziną są bardziej przebojowe, odważne. Znam kilka takich osób.
Chociaż sądzę, że na to czy coś osiągną czy nie - wpływa jeszcze kilka innych elementów.
Noelleee:
Wiesz, generalnie to nie tęskniłam po trzech tygodniach nieobecności w domu.
Po prostu trudno mi się za każdym razem na nowo rozstawać.
Ja tam do domu nie lubię wracać, bo to zabiera mi czas, który powinienem poświęcić na naukę. Potem w ciągu całego tygodnia cierpię na chroniczny brak czasu i nie mogę się z niczym wyrobić.
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuńEnsis:
Właśnie... jak pojedziesz do domu to a to babcia chce Cię odwiedzić, a to trzeba coś załatwić na miejscu... i po nauce.
I potem wpadasz, kilka godzin, a Ty masz przeczytać na przykład "Iliadę" i poczytać coś do koła :/ Dramat
OdpowiedzUsuńWierzę, Franeczka biegająca w szlafroku potrafi ukoić rozszarpane nerwy.
OdpowiedzUsuńCarol, skąd pomysł na studia poza miejscem zamieszkania? Od kiedy wiedziałaś, co chcesz studiować i ogólnie robić w życiu?
Mi na szczęście nie jest trudno się z nimi rozstawać. Ostatnio uczyniłam to prawie z przyjemnością ;d NO w sumie to u mnie też inaczej, bo ja na razie wracałam co tydzień lub co dwa. Teraz jadę na 11 listopada, a potem to też ich zobaczę po 3 tygodniach, to może i zatęsknię, albo będzie mi ciężko się rozstać. chociaż wątpię ;d przyzwyczaiłam się do Olsztyna i teraz Grudziądz jest dla mnie obcy ;d
OdpowiedzUsuńEnsis:
OdpowiedzUsuńNiestety, nie ma łatwo :/
Coś o tym wiem, bo w tym tygodniu mam dwa kolokwia... w tym jedno z anatomii.
Jakby Ja:
W moim rodzinnym mieście nie ma uczelni - jakieś tylko filie kiepskich szkół wyższych. W promieniu 40km - są, ale też raczej dla tych mniej ambitnych.
Stąd też trzeba było szukać gdzie indziej.
A co do drugiego pytania...
ja nadal nie wiem, co chcę robić w życiu.
Co jest moją ogromną tragedią.
Tak naprawdę, gdybym mogła wybrać sobie dowolny kierunek... to wybrałabym albo lekarski albo... reżyserię.
A decyzję co do kierunku podjęłam naprawdę w ostatniej chwili.
Trochę pisałam o tym tu:
o wyborze kierunków na które aplikowałam: http://vivat-crescat-floreat.blogspot.com/2011/05/ready-or-not-i-hear-clock-tock-ticking.html
o wyborze kierunku już po wynikach rekrutacji: http://vivat-crescat-floreat.blogspot.com/2011/07/terror-is-part-of-attraction.html
Noelleee:
Ja też będę jechać na 11 listopada. Po królika.
I do lekarza.
Choć w sumie gdyby nie Bob - to chyba poważnie rozważałabym uniknięcie szoku związanego ze zmianą miejsca pobytu
Ups... Anatomia z pewnością do najprostszych rzeczy nie należy, ale jakoś dasz sobie radę. Ja czytam te lektury i jakoś stron nie ubywa :P
OdpowiedzUsuń