Pod koniec listopada wszystko było nie tak.
Wydawało się, że nie jestem wystarczająco mądra i pracowita. Natomiast aż nadto leniwa i zmarznięta by żyć. Nawet ładna nie byłam by móc marzyć, że chociaż może bogato za mąż wyjdę i uratuję się od marnej egzystencji.
Wszyscy mieli więcej szczęścia. Znali podstawy fizyki, mieli chęć by zgłębiać tajniki powstawania zdjęć w rentgenodiagnostyce klasycznej. Niektórzy nawet umawiali się na randki i spędzali miło czas.
Dnie i noce były tak samo beznadziejnie krótkie. Kaloryfery nie grzały tak jak trzeba. A winda jeździła zbyt wolno. Nie mówiąc już o tym, że chodniki się niemiłosiernie wydłużały.
Nawet Muzyka nie napełniała człowieka energią niewiadomego pochodzenia. Filmy? I one nie wzruszały tak jak powinny. Żadnej nadziei na katharsis. Żadnej.
I pewnego dnia okazało się, że albo jestem genialna albo mam jednak cholernie dużo szczęścia. Pełna radości nawet przestałam narzekać na brak miłości. Trzeba się cieszyć z tego, co się ma.
Od Mikołaja pragnę dostać motywacje, inspiracje, wytrwałość. Tylko tyle.
A napisałaś już maila do Mikołaja? :D
OdpowiedzUsuńAle, że jak to... na blogu nie przeczyta? :D
OdpowiedzUsuńPodeślij mu linka do notki, może będziesz pierwsza na liście i przyjdzie do Ciebie jako pierwszej :D
OdpowiedzUsuńNa szczęście już mamy grudzień i nowy przydział energii :D
OdpowiedzUsuńZatem owej wytrwałości życzę. Mnie się powoli wyczerpują baterie.
OdpowiedzUsuńlenistwo oj skąd ja to znam, no to życzę Tobie wytrwałości, a mnie życz powodzenia w zwalczaniu lenia;) [ruda-papla]
OdpowiedzUsuńJesienno - zimowa depresja i beznadzieja dopadła chyba wszystkich :)
OdpowiedzUsuńU mnie na szczęście muzyka zawsze pomaga. Inaczej bym oszalała chyba.
Mikołaj pewnie wysłucha prośby :) Ja niestety już dostałam od Mikołaja pralkę, więc na wytrwałosć i motywację muszę czekać, aż mi ją Zając przyniesie ;d