27 kwietnia 2012

... it comes with a price*

Powoli zaczynam dochodzić do wniosku, że moja bezkompromisowość skutecznie będzie mi utrudniała relacje z ludźmi.

Jestem konfliktowa. Podobno.
Pewnie, mam ciężki charakter, ale żeby tak od razu konfliktowy?

Generalnie to jestem cicha i nieśmiała. Naprawdę. Jestem uosobieniem spokoju.

Wszystko się zmienia, gdy tylko ktoś zalezie mi za skórę.
Jestem typem, który nie odpuszcza. Nigdy.
Zawsze podkreślam - ja się nie kłócę - ja tylko dowodzę swoich racji.
I robię to, tak przynajmniej mi się wydaje, w dobrym stylu.
Potrafię uargumentować swoje stanowisko - moi oponenci, którzy nie opanowali tej sztuki nienawidzą mnie za to dodatkowo.

Moim grzechem jest też to, że bywam trochę apodyktyczna. Ale tylko wtedy, gdy jestem przekonana, że mam rację. Czyli dość często. Najgorsze jest to... że zazwyczaj naprawdę wychodzi na moje.

Wyobrażacie sobie jak bardzo to musi irytować ludzi?

Czasami chciałabym nie mieć tak silnego charakteru.
Wrócić do czasów, gdy unikałam różnego rodzaju konfrontacji, gdy nie walczyłam o swoje. Rozglądam się dookoła i dostrzegam, że bardziej lubiani są ludzie, którzy nawet gdy są wykorzystywani, obrażani - udają, że nie ma problemu.

Nie wiem, ja nie potrafię dać sobie wejść na głowę.
Ma to swoją cenę. Chyba już dojrzałam do jej płacenia.


 

12 komentarzy:

  1. To może się zamieńmy? Bo ja raczej do tej drugiej kategorii bym się zaliczał ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będę miała fazę na "mój charakter niszczy mi życie i mam tego dość" to się zgłoszę :D

      Usuń
    2. :D no i mi pocisnęłaś :D Ale nic to ;D Ja chętnie oddam ^^

      Usuń
    3. Czemu pocisnęłam? ;)

      Ok, będę pamiętać.
      Ewentualnie możemy nie zamieniać się całkowicie tylko kawałkami handlować

      Usuń
    4. MOżna? można ;D a teraz należy się napić :D

      Usuń
  2. Dobrze robisz - nie ma co dawać sobie wchodzić na głowę. Kiedyś też byłam cicho, jak mnie ktoś irytował czy denerwował. Teraz już się to zmieniło, chociaż w niektórych sytuacjach naprawdę wolę ugryźć się w język niż mieć później mega kłopoty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, mam problem, bo w coraz mniejszej ilości sytuacji gryzę się w język. Obawiam się, że niedługo nic nie zostanie z tej cichej Carol.

      Usuń
    2. W sumie to na dobre Ci wyjdzie - komu naprawdę zależy na Tobie, ten przyzwyczai się do Twojego ciętego języka :) Ja bym się nie hamowała, ale jak powiem za dużo, to rodzice zakręcą kurek z pieniędzmi i marny będzie mój los...

      Usuń
    3. To nawet nie jest cięty język - tylko taka nieustępliwość :D

      Dzisiaj już zaczęłam dyskusję w Rossmanie. Byłam na małych zakupach - z królikiem na rękach. Zwrócili mi uwagę, że nie wchodzimy ze zwierzętami, bo produkty spożywcze również sprzedają. Pff.

      Usuń
  3. Też tak mam, momentami chciałabym dać sobie spokój, ale no NIE MOGĘ bo mam rację i koniec! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to! Aż strach pomyśleć co by było gdybyśmy się spotkały i zaczęły dochodzić swoich racji :D

      Usuń
    2. też chciałabym sobie dać czasem spokój ale nie mogę, po prostu coś mi nie pozwala i tyle.

      Usuń