31 marca 2012

I don’t know how I can be so ambitious and so lazy at the same time.*

Jest coś niewątpliwie urokliwego w bezsennych nocach spędzonych nad książkami, nad notatkami, nad laptopem. Nad udręką, która choć została nam narzucona - staje się osobistym wyzwaniem.
Rywalizacja jest czymś niezwykle pociągającym; pokonywanie siebie jest zaś czymś o wiele większym.
Stawianie sobie wyzwań uzależnia.

Uzależniają także sukcesy. Naładowują energią i pozytywnym nastawieniem.
Lepszą wizją każdego kolejnego dnia.
Jednocześnie podnoszą poprzeczkę, wywołują presję, narzucają jeszcze szybsze tempo.

Kocham to. Kocham takie tygodnie.
Uwielbiam szaleństwo związane z przekraczaniem granic, pokonywaniem zmęczenia, ustanawianiem kolejnych punktów do osiągnięcia.

Tym razem udało mi się pokonać moje okropne lenistwo. Zazwyczaj, gdy wpadnę już w wir pracy - nie mogę z niego uciec. Tak niewyobrażalnie trudno jest mi jednak wskoczyć do wody.
Czasami myślę, że gdybym każdego dnia potrafiła zmotywować się tak jak w ciągu ostatniego czasu - mogłabym osiągnąć o wiele więcej. Mogłabym być o krok bliżej do stania się osobą podobną do tych, które podziwiam.
Mogłabym.

*It's Kind of a Funny Story - Ned Vizzini

13 komentarzy:

  1. Zauważyłam ostatnio, że jak długo czegoś nie robię to strasznie się rozleniwiam i nic mi się nie chce, ale jak mam dużo obowiązków i się zepnę to jakoś idzie. Chyba tak jak Ciebie działanie naładowuje mnie niesamowitą energią.
    PS chyba wybrałam kierunek studiów

    OdpowiedzUsuń
  2. Hah, i niestety weekend znów mnie rozleniwił ;)
    Sądzę, że moje wielkie plany znów pójdą się... przejść.

    I zdradź mi koniecznie jaki kierunek studiów wybrałaś :) I jaka uczelnia jest priorytetem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. UAM prace socjalne (3 lata, elementy psychologii, prawa rodzinnego). Jak dobrze pójdzie i skończę te studia to po 12 miesiącach aplikacji będę mogła zostać kuratorem sądowym.

      Usuń
    2. Zastanawiałam się nad tym kierunkiem. Ale tylko przez krótką chwilę. W końcu doszłam do wniosku, że to chyba jednak nie dla mnie ;)
      Myślę, że to może być jednak ciekawy kierunek.
      Nad UAMem też się zastanawiałam :) Ale ja myślałam o kognitywistyce

      Usuń
  3. No to zazdroszczę, bo ja tylko czekam, aż nadejdzie wolne, żeby się w końcu wyspać a nie ślęczeć nad słówkami z greki lub łaciny. Lubię swoje studia, tylko są cholernie eksploatujące już na samej podstawie, a żeby robić cokolwiek więcej, trzeba by chyba mieć do pomocy samego Heraklesa i Atenę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie moje studia chyba aż tak bardzo męczące nie są.
      Chociaż może tak to tylko wygląda z perspektywy osoby, która ma sporo szczęścia jeżeli chodzi o zaliczenia wszelakie.

      Usuń
    2. U nas przewalone jest to, że jesteśmy bardzo małą grupą => obecność obowiązkowa nawet na wykładach, a na ćwiczenia, które mamy codziennie, trzeba być przygotowanym.

      Usuń
    3. Nas niby też nie jest dużo... Ale jeśli ktoś się nie uczy systematycznie - to nie ma od razu tragedii

      Usuń
    4. U nas by była, bo na każdych zajęciach masa gramatyki :/

      Usuń
  4. Ja potrafię poskromić moje lenistwo tylko na krótkie chwile :( Ale faktycznie - najtrudniej jest zacząć - później już leci z górki i wciągamy się w wir pracy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Najtrudniej jest zacząć" w ogóle nie odzwierciedla skali problemu :D

      Usuń
  5. Zazdroszczę - ja swojego lenistwa nie mogę przegonić. Ono rośnie we mnie z każdym dniem. Gdyby nie ono, też bym mogła cuda wyczyniać i góry przenosić. :D

    OdpowiedzUsuń