I przede wszystkim: nienawidzę prosić o pomoc.
Choćby nie wiem ile wysiłku miało mnie to kosztować - wolę się pomęczyć niż zwracać się do kogoś z pytaniem czy mógłby mi udzielić wsparcia.
Ostatnio postanowiłam, iż dam radę i wniosę swoją walizkę na 12 piętro w bloku. Wypchaną walizkę.
Całą drogę przeklinałam niedziałające windy (były niedomknięte na 10 piętrze). I to dość niewybrednie.
A mogłabym zadzwonić do współlokatorki, powiedzieć jej by wstała z kanapy, przeleciała po piętrach i znalazła dla mnie gdzieś windę. Ale nie - dzwonienie wydawało mi się gorsze niż niemożność złapania oddechu i opadające z sił mięśnie.
Mam dziwne wrażenie, że mam po mamie taką tendencję do radzenie sobie ze wszystkim sama i nie proszenia się o nic.
Jestem drobinką, która zdesperowana podrzuca na półkę w pociągu swoją walizkę, której masa odpowiada nierzadko pewnie 1/5 mojej.
A moje współlokatorka do tej pory opowiada jako anegdotkę o moich zakupach - śrubokręcie z wymiennymi końcówkami i zestawem taśm izolacyjnych ;)
I nie - nie jestem feministką. Nie lubię feministek.
Zazwyczaj całe to jęczenie o nierównych szansach, parytetach doprowadza mnie do szału.
A ja - po prostu - staram się zawsze dawać sobie radę.
Choć możliwe, że wcale nie jestem tak silna na jaką staram się wychodzić.
* House MD
Zastanawiam się czy czasem nie wyszłybyśmy lepiej gdyby tak dać się wyręczyć? Ale kurcze duma boli. Co z tym chłopakiem, hm?
OdpowiedzUsuńNa pewno wychodziłybyśmy na tym lepiej. Ale cóż...
UsuńZ chłopakiem: zgodziłam się na niezobowiązujące spotkanie. I wyszło... miło. Aczkolwiek wyjaśniłam, że zdecydowałam, iż nie chcę wracać do tego związku.
Mimo to chłopak nadal do mnie zagaduje i chce się spotkać - ale tak po przyjacielsku.
Mi jest zawsze głupio prosić o pomoc, zwłaszcza osoby nieznajome. Dlatego również wypruwam sobie żyły i morduję się sama :P
OdpowiedzUsuńKurczę, mi nawet znajomych jest głupio poprosić o pomoc.
UsuńCóż, trochę ćwiczeń przecież nie może zaszkodzić :D Chyba, że pewnego dnia sobie coś naprawdę naderwę.
Ja mojego D. proszę o pomoc w ostateczności :P Wczoraj go poinformowałam, że pojadę do koleżanki na rowerze zawieźć jej książkę, a mieszka ona dość daleko, więc musiałabym się nieźle napedałować i pewnie z 2 godziny by mi to zajęło :P Stwierdził, że jestem nienormalna i że mnie zawiezie samochodem. No i miałam go po prostu poprosić :P
UsuńPoprosić... łatwo powiedzieć ;)
Usuńja mam podobnie, dlatego może,że jestem jedynaczką i zawsze byłam zdana na siebie. nie lubię się prosić też.
OdpowiedzUsuńKurczę, ja akurat nie mogę zrzucić tego na jedynactwo ;) Ale może to dlatego, że jestem najstarsza z rodzeństwa? :D
UsuńTo dobra cecha, kiedy nie jest powodowana próżnością. Nikt Cię wtedy nie wykorzysta i wiesz, na ile Cię stać.
OdpowiedzUsuńMoże i dobra. Ale jaka męcząca bywa.
Usuń